.:Stairway to Heaven…:.

Dziesiątki, setki, tysiące.

Małe i większe.

Zwykłe. Z krzyżem. Z sercem.

Znicze.

Całe morze zniczy.

I ten unoszący się wieczorem blask nad grobami. Jak gdyby wskazywał drogę.

Stąd – Tam

Bóg widzi śmierć inaczej niż my. My widzimy ją jako ciemny mur, Bóg – jako bramę.

Tato – tęsknię za Tobą.

.:Dobrej Nocy Tato…:.

Pamiętasz?

W sobotę szeptałem Ci na ucho: „pójdziemy na spacer.

Po niedzieli będzie słonecznie, weźmiemy wózek i pójdziemy…”

Uśmiechałeś się.

Twoje ostatnie miesiące – to świat uwięziony na kilkunastu metrach kwadratowych.

I nawet przysłowiowe „okno na świat” było niedostępne – za wysoko, by spojrzeć przez nie.

A teraz – była nadzieja, że ten pierwszy krok zrobiony ogromnym Twoim wysiłkiem da szansę na kolejne.

Krok po kroku.

Że nabierzesz sił.

Że zaczniesz się uśmiechać.

Że uda się – przynajmniej na chwilę – zapomnieć o bólu, o chorobie.

W sobotę Twoje oczy były smutne. Ale tliła się w nich iskierka.

Też wierzyłeś, że będzie lepiej.

Będzie.

Jest.

Ale Ciebie już nie ma ze mną…

Mój Tato odszedł dzisiaj rano.

„Niech staną zegary, zamilkną telefony,
Dajcie psu kość, niech nie szczeka, niech śpi najedzony,
Niech milczą fortepiany i w miękkiej werbli ciszy
Wynieście trumnę. Niech przyjdą żałobnicy.

Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
I kreśli na niebie napis: „On nie żyje!”
Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych,
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.

W nim miałem moją Północ, Południe, mój Zachód i Wschód,
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud,
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew.
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie: myliłem się.

Nie potrzeba już gwiazd, zgaście wszystkie, do końca;
Zdejmijcie z nieba księżyc i rozmontujcie słońce;
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień.
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.”

[Wystan Hugh Auden - Blues pogrzebowy (Funeral Blues);  przekład: Paweł Lesisz]

Zawsze będę Ciebie kochał Tato.

Dobrej Nocy dla Ciebie…

.:Mój czas ucieka…:.

Kiedyś będę starą kobietą
W głowie pełno mam myśli i wspomnień
Wielkie straty i małe odkrycia
Życie czasem uśmiecha się do mnie

Jedni ludzie gromadzą fortuny
Inni żyją od lat w poniewierce
Niewidzialni, samotni w tym tłumie
Myślę o nich i boli mnie serce

Mój czas ucieka
Przed siebie pędzi niby chart
Więc żyję niebezpiecznie
Buduję domek z kart
Żyję niebezpiecznie
Żyję

Szklanka wina się chłodzi w spiżarni
Nie ukrywam że wznoszę toasty
Mgliste słońce wciąż wisi na niebie
A ja zamek swój buduje na piasku

W końcu będę starą kobietą
Nie ma co tu narzekać daremnie
Jeszcze chwila zanim stanę przed metą
Choć od dawna życie śmieje się ze mnie

Mój czas ucieka
Przed siebie pędzi niby chart
Więc żyję niebezpiecznie
Buduję domek z kart
Żyję niebezpiecznie
Żyję

Kiedy będę już starą kobietą
Może jutro a może za rok
Moje serce młodsze niż wczoraj
Chociaż wiem, że zabierze mnie mrok

Wicher chmury rozwiewa nade mną
Słucham świerszczy gdy cichnie ulewa
Jeszcze chwilę będę mogła wam śpiewać
Jutro będę już starą kobieta

Mój czas ucieka
Przed siebie pędzi niby chart
Więc żyję niebezpiecznie
Buduję domek z kart
Żyję niebezpiecznie
Żyję
Żyję
Żyję
Żyję

[Mój czas ucieka; Martyna Jakubowicz (słowa: Andrzej Jakubowicz)]

.:Dotknij mnie…:.

Dotknij mnie  – pod palcami poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranka, tętno
kamieniołomu miasta, oddech stepowej pustki,
tych, którzy już nie żyją, lecz których pamiętam.

Dotknij mnie – a poczujesz pod czubkami palców
wszystko to, co istnieje poza mną, beze mnie,
co nie wierzy mnie, mojej twarzy, memu paltu,
wpisując nas w swój bilans zawsze po stronie ujemnej.

[Dotknij mnie; Josif Brodski (tłum. Stanisław Barańczak)]